Podstępna Babeszjoza (część pierwsza)

Podstępna Babeszjoza (część pierwsza)

Tytułem wstępu należało by wyjaśnić cóż to takiego ? Tak więc babeszioza jest jedną z tzw. „chorób odkleszczowych”, którą wywołują  pierwotniaki z gatunku Babesia canis. Pierwotniaki te znajdują się w ślinie kleszcza i podczas jego żerowania dostają się do krwi psa, gdzie  dochodzi do bardzo szybkiego namnożenia doprowadzając do rozpadu czerwonych krwinek, co w następstwie może prowadzić do uszkodzenie nerek i wątroby. Jednym słowem dochodzi do istnego spustoszenie w organizmie psa.

Jak rozpoznać chorobę?

Do typowych objawów należą:

  • ogólne osłabienie, apatia,
  • brak apetytu,
  • wysoka gorączka (powyżej 40oC),
  • bladość błon śluzowych i spojówek,
  • ciemne zabarwienie moczu (występuje u ok. 30% zarażonych)

Jeżeli zaobserwujemy, którekolwiek z powyższych zmian u naszego pupila powinniśmy niezwłocznie udać się do weterynarza. Czas niestety odgrywa tu ważną rolę, gdyż choroba ta zagraża życiu zwierzaka.

Aby potwierdzić obecność pierwotniaka wystarczy wykonywanie morfologii krwi (koszt ok 30-50 pln), dodatkowo lekarz może zlecić wykonanie  biochemicznego badania krwi, mającego na celu ocenę funkcjonowania nerek i wątroby (koszt ok 100 – 150 pln).

Leczenie

Tak jak wspominałam powyżej czas jest istotnym czynnikiem, w związku z czym im wcześniejsza diagnoza i wdrożone leczenie tym większa szansa na łagodny przebieg choroby. Przebieg leczenia uzależniony jest od stadium choroby, jednakże najczęściej polega ono na podaniu preparatów przeciwpierwotniaczych, przy jednoczesnym wspomaganiu nerek poprzez nawadnianie (z reguły płyny podawane dożylne). Włączany jest również antybiotyk, aby zapobiec infekcjom i leki przeciwzapalne. W niektórych przypadkach podaje się leki moczopędne, w związku z czym trzeba być przygotowanym na ewentualność nie trzymania moczu przez zwierzaka. W takim przypadku warto się zaopatrzyć w jednorazowe podkłady higieniczne bądź kuwetę. Może dojść również do konieczności transfuzji krwi.

Tyle wiedzy teoretycznej. Jak to było u nas? O tym kolejnym razem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close