PODSTĘPNA BABESZJOZA (CZĘŚĆ DRUGA)

PODSTĘPNA BABESZJOZA (CZĘŚĆ DRUGA)

Jak już wspominałam we wcześniejszych wpisach, populacja kleszczy z roku na rok rośnie. Również coraz więcej osobników jest nosicielem pasożytów, a więc ryzyko zakażenia jest bardzo duże.

O tym, że korzystamy z każdego promienia słońca też już wspominaliśmy. Sprowadza się to do tego, że w ciągu tygodnia odbywamy około 3-4 „wypadów” do lasu/na łąkę, czy to na zwykły spacer, czy też pobiegać. Pomimo stosowania różnych preparatów, za każdym razem na Spiky’m znajdujemy niechcianych lokatorów.

W ubiegłym roku bazowaliśmy na obroży i muszę przyznać, że była skuteczna, gdyż kleszczy na zwierzaku nie odnajdowaliśmy. W tym roku niestety obroża nie przynosiła skutku, więc przerzuciliśmy się na krople plus doraźnie spray. Ale i to nie dawało większego rezultatu. Preparaty kupujemy za każdym razem inne i obserwujemy jak działają…. w tym sezonie niestety nie udało nam się przy żadnym podejściu.

Wracając do pasożyta w naszym przypadku scenariusz okazał się bardzo sprytnie napisany. Niewiele brakowało, a byłby to wpis bez „happy endu”. Decyzja o wizycie u weterynarza zapadła stosunkowo późno. Babeszjoza dopadła nas totalnie nieprzygotowanych i znienacka. Pies będąc pod opieką rodziny podczas naszej nieobecności zaczął być osowiały i stopniowo odmawiać jedzenia, ignorowaliśmy to zachowanie przypisując je tęsknocie, gdyż do tej pory nie zostawał “sam” dłużej niż 24 godziny. Gdy trafił do weterynarza (co również nie było takie proste, gdyż była to niedziela) stan jego był bardzo zły (odmawiał chodzenia, bodźce dotykowe sprawiały mu ból). Z badania morfologicznego krwi padło podejrzenie babeszjozy. Wszystkie leki zostały podane dożylnie (przeciwpierwotniacze, przeciwzapalne, antybiotyk, leki moczopędne), a kroplówki podskórnie. Po podaniu leków stan psa nieznacznie uległ polepszeniu, lecz nie na długo. Wieczorem, gdy w końcu dotarliśmy do psa w mojej ocenie jego stan był agonalny, zwierzak leżał śliniąc się, nie reagował na przywołanie i jak by tego było mało dostał arytmii. Informacje jakimi dysponowaliśmy były przekazane nam przez osoby opiekujące się Spiky’m pod naszą nieobecność. Podczas wizyty, lekarz przeprowadził wywiad i poinstruował opiekunów psa odmawiając rozmowy (telefonicznej) z nami. Błędem z naszej strony było to, że stanowczo nie zażądaliśmy, aby przekazał nam informacje bezpośrednio. Czemu? Ponieważ to co wiedzieliśmy na tamtą chwilę to to, że psiak ma najprawdopodobniej babeszjozę i chorobę przenoszoną przez komary, dostał wszystkie niezbędne leki na wizycie (antybiotyki, moczopędne i kroplówki) plus antybiotyk (bez żadnego opisu i opakowania) do podania w domu „na serce” i kontrola jutro. I tak o ile dla właściciela są to szczątkowe informacje, tak dla osoby, która była pierwszy raz u weterynarza (a tak było w naszym przypadku) jest to przytłaczająca wiedza, którą musi jeszcze powtórzyć. Ampułkę podaliśmy na szczęście natychmiast gdy stan psa się pogorszył,  po około godzinie zaczął powracać do siebie. Kolejnego dnia, już nie z duszą na ramieniu, a nieco spokojniejszy o zdrowie pupila M udał się na kontrolę. Wynik biochemii potwierdził diagnozę z dnia poprzedniego – babeszjoza, ale to nie jedyny problem i pasożyt. Okazało się, że musimy zmierzyć się również z dirofilariozą i przerostem prostaty. Bezpośrednim zagrożeniem dla życia była oczywiście babeszjoza dlatego leczenie zostało rozpisane priorytetowo. W pierwszym etapie wyleczenie babeszjozy i równocześnie antybiotyk na przerośniętą prostatę. Etap drugi podjęcie tematu dirofilariozy. Na wizycie podano ponownie wymienione powyżej leki dożylnie i zalecone dalsze leczenie w domu (podawanie antybiotyku, probiotyku i suplementów w formie tabletek). Po wybraniu leków (ok 10 dni) – wizyta kontrolna, na której wykonaliśmy powtórną morfologię – wyniki w normie. Dla pewności, że choroba została wyleczona, a nie zaleczona, po 4 miesiącach mamy zgłosić się na pobranie wymazu. Co do dirofilariozy jesteśmy jeszcze w trakcie leczenia. Jeżeli będziecie zainteresowani możemy opisać nasze doświadczenia i spostrzeżenia.

Wracając do babeszjozy jak wspomniałam wcześniej jednym z leków był środek moczopędny i nie trudno się domyślić jaki będzie tego efekt. Oczywiście najprostszym wyjściem, jest częstsze wyprowadzanie psa, lecz biorąc pod uwagę, iż jego stan może na to nie pozwalać przydatne okazują się podkłady higieniczne bądź kuweta dla psa. Oszczędzi to nam sprzątania i niepotrzebnych nerwów. W naszym przypadku obyło się bez ofiar, gdyż zaopatrzeni byliśmy w podkłady higieniczne, które krótko mówiąc uratowały nasze dywany.

Kończąc jeszcze mała dygresja. W większych gabinetach pracuje kilku bądź kilkunastu lekarzy, nie dla wszystkich oczywiste jest, że jeżeli zgłaszamy się z danym problemem najkorzystniej jest aby zajęła się tym jedna osoba, a nie co wizyta inny lekarz, gdyż trudno w taki sposób ocenić czy stan zwierzaka ulega poprawie, czy jednak się pogarsza. Najlepszą opcja to mieć jednego zaufanego lekarza. W takim przypadku wszystkie informację odnośnie naszego zwierzaka (szczepienia, schorzenia, podawane leki, przebyte choroby), są w jednym miejscu i nie musimy obawiać się, że pod naszą nieobecność informacje opiekuna na temat zwierzaka nie są pełne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close